środa, 13 grudnia 2017

Rozdanie przedświąteczne

Kochani, na fanpage mojego bloga możecie znaleźć przedświąteczne rozdanie. Serdecznie Was zapraszam. Do zgarnięcia jest książka - niespodzianka.





piątek, 8 grudnia 2017

Subiektywny przegląd grudniowych nowości kinowych





Druga amerykańska próba czołowego reżysera greckiej nowej fali Yorgosa Lanthimosa. Tym razem przygląda się on zamożnej i szczęśliwej rodzinie, na której czele stoi Steven – ceniony kardiochirurg. Mężczyzna przyjaźni się z nastoletnim chłopcem o imieniu Martin, do pewnego stopnia zastępując mu ojca. Nie mógł jednak przewidzieć tego, co się wydarzy, od momentu, gdy zdecyduje się przedstawić go w rodzinie. Jedna z najlepszych ról w karierze Colina Farrella. 

Dlaczego go wybrałam? Totalnie zaskakuje mnie już w samym zwiastunie kreacja Kidman i Farrela. Ona nie jest seksbombą, jemu daleko do łamacza niewieścich serc. Myślę, że warto sprawdzić ten film. 



Historia czterech postaci, których losy splatają się w słynnym parku rozrywki na Coney Island w latach 50. ubiegłego wieku. Rozchwiana emocjonalnie, była aktorka Ginny (Kate Winslet) pracuje tu jako kelnerka. Jej mąż Humpty (Jim Belushi) jest operatorem karuzeli. Mickey (Justin Timberlake) to przystojny ratownik, który marzy o karierze dramatopisarza. Carolina natomiast jest marnotrawną córką Humpty'ego, która w domu ojca szuka schronienia przed gangsterami. 


Dlaczego go wybrałam? Bo to nowy Allen i trzeba sprawdzić w jakiej formie jest mistrz. 






Najnowszy film Jonathana Daytona i Valerie Faris, twórców oscarowej “Małej miss”. Legendarny mecz tenisowy z 1973 pomiędzy liderką światowych rankingów Billie Jean King (nagrodzona Oscarem Emma Stone) i bezczelnie pewnym siebie byłym mistrzem Bobby Riggs (nominowany do Oscara SteveCarrell), zwany „Wojną płci”, stał się najbardziej oglądanym wydarzeniem sportowym w historii telewizji. Podczas gdy media kreowały King i Riggsa na zaciętych przeciwników, poza kortem każde z nich stawiało czoło skomplikowanym przeciwnościom losu. King miała u swego boku kochającego męża, który zachęcałją do walki o równe prawa dla obu płci, zmagała się jednak z prawdą o własnej seksualności. Riggs ryzykował wszystko, stawiając na jedną kartę całą swą reputację, by pokazać światu, że stać go na tryumfalny powrót. Wspólnie dali popis, którego skutki wykroczyły daleko poza arenę zmagań sportowych, a konsekwencje trwają po dziś dzień.

Dlaczego go wybrałam? Po pierwsze reżyserują go osoby odpowiedzialne za Małą Miss, która uwielbiam. Po drugie gra tutaj Emma Stone, a ja wierzę w to, że czego się ta kobieta dotknie, to później przyjemnie się ogląda :)






Rey, którą poznaliśmy w filmie Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy oraz Finn, Poe i Luke Skywalker kontynuują swoją wielką podróż w kolejnej odsłonie gwiezdnej sagi Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi.

Dlaczego go wybrałam? Bo to najbardziej oczekiwana premiera grudniowa. 







Po sukcesie podczas Mistrzostw Świata, dziewczyny z The Barden Bellas odkrywają, że niełatwo będzie żyć z muzyki. Co więcej, każda z nich idzie w swoją stronę. Ot, życie. Kiedy jednak otrzymują szansę na ponowne połączenie sił podczas międzynarodowego tournée, nie wahają się.

Dlaczego go wybrałam? Ktoś może powiedzieć, że słaby film, drewniany humor i nic go nie wyróżnia oprócz coverów znanych piosenek w wersji akustycznej. Ale ... ja jakoś mam słabość do głosów dziewczyn i po prostu lubię pozostałe części, więc i tę obejrzę. 




To będzie wyjątkowa zima w świecie Muminków. Wyjątkowa, bo pierwsza. W śnieżnej, mroźnej Finlandii, którą zamieszkują, zazwyczaj zasypiają na zimę, by po obudzeniu powitać piękno wiosny i cieszyć się resztą roku. Czy Muminki będą niewyspane? Chyba nie, czeka je bowiem mnóstwo niespodzianek, a przede wszystkim pierwsze święta i magia gwiazdki.


Dlaczego go wybrałam? Miło mi będzie wrócić do jednej z uwielbianych przeze mnie w dzieciństwoie bajek. 





Historia sześcioletniej rozrabiaki Moonee i jej zbuntowanej matki Halley mieszkających w motelu Magic Castle na obrzeżach tętniącego życiem Disneylandu.

Dlaczego go wybrałam? Opis tego filmu zwalił mnie z nóg. Po prostu marzę, żeby sprawdzić jak żyje się na obrzeżach Disneylandu. Poza tym zwiastun zachwyca. 





W zupełnie nowym, pełnym przygód filmie „Jumanji: Przygoda w dżungli” poznamy czworo przyjaciół, w których postacie wcielą się Dwayne Johnson, Jack Black, Kevin Hart i Karen Gillan. Wszyscy oni – w postaci awatarów o niezwykłych umiejętnościach – zostaną wciągnięci w niebezpieczny świat Jumanji. Wyruszą w najbardziej niebezpieczną przygodę życia albo… na zawsze utkną w świecie gry.

Dlaczego go wybrałam? Jumanji było przeze mnie bardzo lubiane w dzieciństwie, Chętnie zobaczę jak kontynuowano tę historię, chociaż przyznaję, że nie do końca leży mi obsada. 



W kolejnej odsłonie swoich przygód, Paddington jest pełnoprawnym członkiem rodziny Brownów. Mieszka z nimi w szczęściu i spokoju w Windsor Gardens, gdzie stał się przy okazji uwielbianym członkiem lokalnej społeczności i wszędzie gdzie się pojawia, niesie ze sobą dużo radości i... odrobinę dżemu. W trakcie poszukiwań idealnego prezentu na setne urodziny swej ukochanej cioci Lucy, Paddington zauważa w antykwariacie pana Grubera wyjątkowo urodziwą książkę-rozkładankę. Aby zarobić na jej kupno, dzielny miś podejmuje się szeregu dziwacznych prac. Jednakże książka zostaje pewnego dnia skradziona i tylko od Paddingtona oraz Brownów będzie zależało, czy tożsamość złodzieja zostanie ujawniona...

Dlaczego go wybrałam? Uwielbiam Paddingtona, tę cudowną, puchatą, angielską kluchę. Uwielbiam i filmy i bajki, więc i tę część muszę obejrzeć. 


niedziela, 3 grudnia 2017

Listopadowe przyjemnostki

Listopad obfitował w wiele deszczowych i ponurych dni, ale postanowiłam codziennie wychodzić i się dotleniać wraz z synkiem. Tylko jeden dzień spędziliśmy zamknięci w czterech ścianach. Na blogu pojawiło się parę nowych recenzji.

KSIĄŻKI

Miesiąc rozpoczęłam z Nikiem i Teslą, bliźniakami, którzy uwielbiają wynalazki. Książeczki z nimi sprawiły mi niesamowitą frajdę. Mój synek jeszcze jest zbyt mały, by konstruować wynalazki, ale jeśli macie starsze dzieci, to te książeczki będą idealnym prezentem na święta dla waszych najmilszych. Krok po kroku zostało w nich wyjaśnione działanie urządzeń technologicznych, które dzieci pod opieką rodziców mogą same skonstruować. Całość opatrzona została humorystyczną historyjką. Jak najbardziej polecam :)

Pojawiła się też recenzja Wszystkich moich kobiet Wiśniewskiego, lektury przepełnionej emocjami, żarem, erotyką, bardzo osobistej. Napisanej wspaniale, jak tylko autor potrafi.

Przeczytałam też drugi tom trylogii Firebird. Dziesięć tysięcy słońc nad tobą okazało się znacznie lepsze, niż pierwsza część tej historii i zachęciło mnie do przeczytania tomu kolnego.

Pojawiła się także recenzja Miłości za wszelką cenę, dobrze skonstruowanego thrillera psychologicznego dla młodzieży, który bardzo przypadł mi do gustu.

Na dodatek schrupałam czytelniczo Ritę z Cherrywood, czyli opowieść o trudach emigracji.

FILMY

Tym razem także nie obejrzałam za dużo. Przypomniałam sobie Listy do M., co by się wprowadzić w świąteczny klimat. Obejrzałam też Oscarowy Arrival (polski tytuł: Nowy początek). Pani filolog ma za zadanie rozpoznać język kosmitów, którzy pewnego dnia pojawili się na ziemi. Nowe formy zaobserwowano w dwunastu ziemskich lokalizacjach. Kobieta musi rozwikłać to, czego dowie się od kosmitów.
Przyznać muszę, że film ma nieziemski klimat i cudowny pomysł na fabułę, jednak zabrakło mi w nim emocji i nutki ekscytacji. Momentami ciągnął się jak przysłowiowe flaki z olejem i mimo że zakończenie okazało się naprawdę zaskakujące, to ogólnie film oceniam dość średnio.

MUZYKA

Przez listopad chodziła za mną świetna Havana. Pewnie tez ją znacie, niby masówka, ale głos piosenkarki robi wrażenie.

sobota, 2 grudnia 2017

Planowany stosik grudniowy




Przez cały rok planowałam, spisywałam, rejestrowałam książki, które chcę przeczytać. Pieczołowicie tworzyłam stosiki, żeby czytać według nich i co? I w końcu w grudniu doszłam do wniosku, że zostawię sobie trochę miejsca na spontaniczność. Odgrzebałam się praktycznie z książek recenzenckich, zostało mi więc radosne grzebanie po półkach (swoich i bibliotecznych). Dzisiaj wiem, że chciałabym przeczytać trzy książki widoczne poniżej.


Milion odsłon Tash ma być dla mnie czystą rozrywką. Ponoć to lekka lektura w stylu Fangirl, którą wielu uwielbia (osobiście nie czytałam). W każdym razie nie oczekuję wiele, liczę na miło spędzone popołudnie z książką. 

Już chyba tradycją stało się u mnie spędzanie ostatnich miesięcy roku z Blondynką, czyli Beatą Pawlikowską. Jej relacja z podróży do Japonii mocno mnie zawiodła, ale liczę na to, że spędzę dobry czas na poznawaniu Paragwaju z jej perspektywy.

Dżentelmen w Moskwie skusił mnie natomiast miejscem i czasem osadzenia historii. Nie jest wielką tajemnicą, że uwielbiam Wielkiego Gastsby'ego, a także inne historie osadzone w okresie Roaring Twenties. Liczę na to, że ta książka też mnie oczaruje. Zresztą, czy widzieliście jej cudowną okładkę?


Jak jest z Wami? Co planujecie czytać w grudniu? Co kryją wasze stosiki?

piątek, 1 grudnia 2017

Listopadowe podsumowanie wyzwania "Powrót do dzieciństwa"



Czujecie już w powietrzu święta :)? Nie da się ukryć, że wszędzie już ich pełno, a w szczególności w galeriach handlowych. Oznacza to jedno, to już ostatni miesiąc naszych zmagań z wyzwaniem. Szkoda, że została tylko czwórka uczestników, ale dobre i to, bo walczycie dziewczyny jak lwy :) 

W tym miesiącu najlepszy wynik osiągnęła Sylwia. Gratulacje :)
Jak widać ostateczne wyniki są bardzo wyrównane, więc grudzień będzie bardzo ciekawy :)



wynik za listopad (łącznie z bonusem)wynik z poprzednich miesięcyŁĄCZNIE
matka_wkurzająca8150158
Buba Bajdocja1496110
Agnieszka033
Mama do sześcianu12223
Pożeram strony033
Luka Rhei099
Daria Skiba04040
Wiki099
Sylwia19140159
Martyna Carli077
Wasza Mamka022



ŚWIĘTA


Wiemy już co mamy robić. Powodzenia :) 


UWAGA! Linki do książek przeczytanych w czerwcu zamieszczajcie, proszę, pod tym postem.


czwartek, 30 listopada 2017

Trud życia na emigracji - "Rita z Cherrywood" Larissa Awiżeń



Rodząc się Pskowie, niewielkiej rosyjskiej miejscowości, Rita nigdy nie przypuszczała, że praktycznie całe swoje życie spędzi na emigracji i że przewrotny los oraz zmiany systemowe ukierunkują jej życie w sposób, o jakim nawet nie przyszło jej śnić. 

ŻYCIE EMIGRANTKI
Rita odebrała w mniemaniu swoim i swoich rodziców staranne muzyczne wykształcenie, takie, które miało zapewnić jej godziwy byt. Nie przypuszczali oni jednak, że zmiany polityczne zrobią swoje, a nauczanie muzyki w szkołach odejdzie w niebyt. Rita,m która nie wiedziała co ze sobą począć zdecydowała się na odejście na emeryturę. Nie chcąc jednak rezygnować ze swych ambicji i nie chcąc popaść w stagnację postanawia podszkolić swój angielki i wyjechać do Anglii do pracy. Tam zostaje pracownicą "Cherrywood" Care Home.  

NIEWAŻNE GDZIE, WAŻNE Z KIM
Powieść Larrisy Awiżeń to książka, której głównym tematem jest emigracja, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to powieść przede wszystkim o ludziach. To oni stanowią trzon życia. Nieważne, że zmieniamy miejsce zamieszkania, nieważne, gdzie wylądujemy. Nasz dom jest tam, gdzie nasi bliscy. 

Autorka bardzo dokładnie opisuje trudy życia na emigracji, a także pracę w ośrodku. Opisuje chwile radosne i złe. Idealnie wpisuje się w tę historię hasło pod jakim jest promowana, że to słodko-gorzka powieść. 

Rita z Cherrywood to idealna powieść na jedno popołudnie. Rita nie narzeka na swój los, potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. Zaraża pogodą ducha i swoją normalnością. Myślę, że tzw. wspólny język z główną bohaterką znajdzie niejeden czytelnik. 


Tytuł: Rita z CHerrywood
Autor: Larissa Awiżeń
Data wydania: 17 lipca 2017
Liczba stron: 158
Wydawnictwo: Dygresje

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dygresje. 

środa, 29 listopada 2017

Życie ma się tylko jedno - "Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" Janusz Leon Wiśniewski

Ile razy łapaliście się na myśleniu o przeszłości? Na tym, że chcielibyście coś zmienić? Ile razy przeżywaliście w głowie te same sytuacje ze zmienionym zakończeniem? Zastanawialiście czy moglibyście przeżyć coś inaczej, zmienić bieg wydarzeń i swoje zachowanie? Osobiście przeżywałam takie wymyślone sytuacje miliony razy, chociaż w życiu nie znalazłam się nigdy w kryzysowej sytuacji. W takiej znalazł się za to główny bohater najnowszej powieści Janusza Leona Wiśniewskiego. 

Naukowiec wybudza się po pół roku ze śpiączki i zostaje poinformowany, że znalazł się w klinice w Amsterdamie. Co więcej, jego mózg praktycznie nie doznał uszkodzeń. Mężczyzna dowiaduje się, że miał wiele szczęścia i jest wyjątkowym przypadkiem. Słyszy także, że w trakcie jego choroby odwiedzały go różne kobiety. Jedne skromne, jedne bezwstydne. Dla każdej coś znaczył. Niektóre przebyły daleką drogę by się znaleźć przy jego szpitalnym łóżku. Te wieści zmuszają mężczyznę do przemyśleń na temat swojego życia.

RETROSPEKCJE
Powieść Wiśniewskiego w głównej mierze zbudowana jest na retrospekcjach. On, naukowiec przekonany, że wszystko można zapisać w liczbach, zaczyna zmieniać poglądy przypominając sobie wydarzenia z życia. Przed głównym bohaterem postawiono ważne zadanie: przewartościowanie swojego życia i rozmyślanie nad nim. No bo jednak wiele musiało się wydarzyć, skoro nieustannie na jego drodze pojawiały się nowe, ciekawe i nietuzinkowe kobiety, a on ostatecznie został sam z kotem Schrödim. 
To właśnie poprzez retrospekcje poznajemy pełny rys bohatera, jego najbardziej intymne myśli, odczucia, wspomnienia. Mimo że jego teraźniejszość jest niezwykle ciekawa, bo w końcu gdzie znaleźlibyśmy szpital z lekarzem o niesamowitym poczuciu humoru i salową, co dba o pacjenta jak o swojego syna. 
Momentami przydługawe retrospekcje, wypełnione do granic erotyką  i intymnością, niezwykle wciągają i nie pozwalają oderwać się od lektury. Chociaż życie bohatera nie jest jakoś specjalnie niezwykle, to zachwyca i pochłania swoją prostotą (o ile można nazwać życie cenionego naukowca prostym) i prawdziwością. Retrospekcje nie powalają akcją, ale intrygują swoją szczegółowością. Znamy niemal każdą myśl bohatera, każdy, najdrobniejszy szczegół jego dawnego życia. Ma się wręcz wrażenie, że słyszymy brzęk tłuczonego szkła, szum wody w basenie, czy trzask zamykanych drzwi. 

UROKLIWY DYSONANS
Nie da się oprzeć wrażeniu, że Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie to proza niezwykle osobista i nawet nie znając biografii autora miałabym przypuszczenia, że zawarł wiele ze swojego życia w tej książce. Przyznać trzeba, że jej zawartość wywołuje niezwykle silne i sprzeczne emocje, bo właśnie ona stanowi osobliwy paradoks. Z jednej strony to historia brudna, ociekająca seksem, w znacznej mierze skupiająca się na fizyczności, z drugiej mami czytelnika swoją eterycznością, delikatnością i finezją. 

LITERATURA NIE TYLKO DLA KOBIET
Spotkałam się gdzieś z opinią, że Wiśniewski tworzy prozę dla kobiet i muszę przyznać, że zupełnie z tym twierdzeniem się nie zgadzam. W jego książce nie brak mocnych, dosadnych wręcz cytatów i męskich akcentów. 
Książka wypełniona jest erotyką, to ona stanowi trzon życia głównego bohatera, to przez jej pryzmat postrzega swoje byłe partnerki. Jego wspomnienia w głównej mierze powiązane są z seksem. Nie jest to jednak zarzut z mojej strony, bo Wiśniewski nawet przedstawiając prosty akt, zwierzęce pożądanie, a nawet swego rodzaju wyuzdanie, robi to w tak wysublimowany sposób, że jego powieść ma szansę spodobać się zarówno kobietom jak i mężczyznom. 
Dodatkowy atut i urozmaicenie stanowią ciekawostki z różnych dziedzin nauki wplatane w fabułę i wyjaśnione w prosty, wręcz łopatologiczny sposób, tak aby każdy był w stanie zrozumieć ich istotę. 

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie nie jest lekturą lekką, na tak zwane jedno pożarcie. To powieść melancholijna, wymagająca dłuższego pochylenia się nad nią. To książka pozostająca w pamięci i zmuszająca do refleksji nad własnym życiem. Niezwykle złożona, bez nadmiernej akcji, ale wciągająca i dająca niezwykłą satysfakcję z ukończonej lektury. 



Tytuł: Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie
Autor: Janusz Leon Wiśniewski
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 576
Wydawnictwo: Znak Literanova

Za możliwość recenzji dziękuję Dominice Smoleń i Wydawnictwu Znak Literanova.